Jego bluza wchłania mnie całą, otulając ciepłem. Pachnie nim, tym domowym, kojącym zapachem, jak świeże pranie i drzewo cedrowe. To miłe, więc ruszam w dół korytarza, mocniej ściągając sznurki w pasie.
Garrett nadal jest bez koszulki, dresy opuszczone nisko na biodrach, ukazując te wgłębienia tuż nad jego idealną hokejową pupą, gdy grzebie w spiżarni. „Pizza będzie za czterdzieści minut” – mamrocz






