Powstrzymuję śmiech, gdy on zrywa się do biegu, a reszta chłopaków podąża za nim, żeby dorwać więcej drinków. Nie znikają na dłużej niż trzydzieści sekund, kiedy podchodzi wysoki, szczupły mężczyzna z ciemnymi lokami, jego głębokie, brązowe oczy przyjazne i utkwione we mnie. Nerwy świdrują mi skórę, zakładam nogę na nogę, zajmując się swoim drinkiem.
– Cześć – mówi, zatrzymując się na skraju loży.






