– Co ty do cholery robisz?
Głowa taty podskakuje, kiedy staję nad nim, oczy przekrwione, twarz poorana łzami. I nagle cała złość słabnie, ustępuje, kiedy – po raz pierwszy – chcę, żeby narastała. Nigdy nie umiałem jej w sobie utrzymać. Czuję się przez nią chory, nieszczęśliwy, zmęczony. Ale potrzebuję ujścia, i byłem pewien, że to będzie to, bo uczynienie z Jennie mojego ujścia kilka godzin temu n






