Szturch, szturch, szturch, szturch.
Wydaję z siebie szorstki, burczący dźwięk i odganiam ręką palec, który właśnie szturcha mnie w policzek.
– No weź, śpiąca królewno. Obudź się, Ollie.
– Dopiero zasnęłam – mamroczę, otwierając jedno zaspane oko i mrużąc je w słońcu wlewającym się przez szklane drzwi za plecami Cartera. Przesuwa się, aż widzę tylko jego uśmiechniętą twarz.
– Spałaś cztery godziny.






