

Autor: Harper Sinclair
„Mój”. Pojedynczy, niski warkot odbił się echem w zakrwawionym lochu, przyprawiając moje złamane ciało o drżenie. Odkąd tylko pamięta, Ezra nie zaznał niczego poza bólem. Przykuty łańcuchami w najgłębszych, najmroczniejszych celach bezlitosnej Watahy Krwawego Księżyca, kruchy Omega jest głodzony, bezlitośnie bity i pozostawiony na śmierć. Zapomniał już, jak to jest czuć słońce, nie mówiąc już o tym, czym jest dotyk pełen czułości. Po prostu czeka na koniec. Aż do nocy, gdy upada siedziba watahy. Declan, przerażający i nieugięty Alfa Watahy Srebrnego Potoku, szturmuje terytorium niczym bóg wojny. Skąpany we krwi swoich wrogów, jest jak ożywiony koszmar. Kiedy jednak ten potężny Alfa wyważa kopniakiem drzwi lochu, a jego żarzące się oczy spoczywają na posiniaczonym, bezbronnym Omedze przykutym do ściany, masakra ustaje. Jego ogromny wilk nie chce zabijać. Chce chronić. „Przeznaczony”. Declan uznaje go za swojego, zrywając jego łańcuchy i zamykając w agresywnie czułym objęciu. Ale Ezra jest zdruzgotany – wzdryga się na każdy gwałtowny ruch, przerażony gigantycznym Alfą, który teraz rości sobie prawo do jego duszy. Czy zaciekle zaborczy Alfa zdoła uleczyć całkowicie złamanego Omegę? A może cienie traumatycznej przeszłości Ezry wciągną go z powrotem w mrok?
Punkt widzenia trzeciej osoby
Skamlał, wisząc na łańcuchach. Jego biedne, małe ciało bolało od ostatniego bicia, jakie otrzymał. Nie był w stanie nawet podnieść głowy, był po prostu zbyt słaby.
Słyszy głośne hałasy w całym domu watahy. Słyszy krzyki i płacz, które zdają się dobiegać zewsząd. Słyszy warczenie i trzask niszczonych rzeczy.
Jego ciało drży z zimna, bólu i strachu. Nie ma pojęcia, co się dzieje, ale dźwięki są przerażające. Nigdy wcześniej nie słyszał czegoś podobnego.
Znów wydaje z siebie cichy skowyt, słysząc głośny huk dobiegający gdzieś z pobliża. Warczenie zdaje się zbliżać, podobnie jak krzyki i płacz.
Brzmi to tak, jakby tam na zewnątrz wszyscy umierali! Ezra jest tak przerażony, że jego małe ciało drży jeszcze bardziej, gdy wisi bezradnie na łańcuchach. Próbuje unieść głowę, udaje mu się to odrobinę, a jego wzrok w końcu łapie ostrość.
Rozgląda się, ale wszystko, co widzi, to zaschnięta krew na ziemi pod nim... jego krew. Jest jej tak dużo, jest wszędzie!
Nie czuje już nawet własnych rąk, nie ma pojęcia, jak długo tu wisi. Ale na pewno minęło sporo czasu, prawdopodobnie blisko tygodnia, jeśli nie dłużej.
Krzyczy z bólu, gdy słyszy głośne uderzenie dobiegające zza ściany. Z pokoju obok Alfy, z pokoju Bety.
Próbuje ponownie podnieść głowę, słysząc głosy w pobliżu, ale to na nic, po prostu nie ma energii. Brakuje mu sił, by choćby unieść głowę.
W końcu udaje mu się nieznacznie odwrócić głowę, akurat tyle, by zobaczyć swoją szafkę. Tak bardzo chciałby być teraz w środku. To jego bezpieczne miejsce, nikt go nie widzi, gdy tam jest.
To jego pokój, jego łóżko. Tam przebywa, gdy Alfa nie zadaje mu bólu. Tam przebywa, gdy nie wisi na łańcuchach ani nie jest przypięty pasami do ławki.
To dosłownie szafka, dokładnie taka, jaką można by zobaczyć w łazience, tylko bez umywalki na górze. Ma dwoje drzwiczek i jest na tyle duża, że może zwinąć się w środku w kłębek i położyć. Jedyną rzeczą, na jakiej może się w niej ułożyć, jest kilka podartych kawałków materiału. Ubrań, które kiedyś nosił. Do czasu, aż Alfa z niego je zedrze.
Ale to lepsze niż nic, lepsze niż leżenie na nagim, twardym, zimnym drewnie.
Wie po prostu, że gdyby tam był, ktokolwiek tu jest i krzywdzi wszystkich, nie zdołałby go znaleźć. Nigdy nie pomyśleliby, żeby tam go szukać.
Chce płakać, ale nie ma już nawet łez. Jego ciało jest zbyt wysuszone, by uronić choć jedną łzę.
Nie tylko nie pamięta, kiedy ostatnio jadł, ale nie pamięta też, kiedy wypił choćby kroplę wody.
Skamle i krzyczy, gdy z pokoju Alfy zaczynają dobiegać głośne hałasy. Tuż po drugiej stronie ściany.
Ezra znajduje się w specjalnym pokoju Alfy, pokoju stworzonym tylko dla Ezry. Alfa lubi nazywać go małą salą tortur Ezry.
To małe pomieszczenie, które dobudował tuż przy swojej sypialni, obok łazienki.
Słyszy głośne warczenie dobiegające z pokoju Alfy. Słyszy trzask tłuczonych i łamanych rzeczy.
Potem nagle to słyszy, czuje to..... Próbuje nie wydać z siebie dźwięku, ale nie potrafi się powstrzymać.
Niezależnie od tego, czy lubi Alfę, czy nie, to wciąż jest jego Alfa. A kiedy twój Alfa umiera, to boli.
Krzyczy głośno, wrzeszcząc z bólu, jaki odczuwa w chwili śmierci Alfy.
"Co u diabła, skąd to się wzięło?" Słyszy czyjś głos.
"Cholera, nie wiem, sprawdź w łazience." Usłyszał inny głos, dobiegający zza ściany, ze środka pokoju Alfy.
Słyszy, jak otwierają się drzwi do łazienki, drzwi tuż obok jego własnych.
Skamle na ten głośny dźwięk, a jego ciało drży jeszcze bardziej.
"Ciii. Słyszałeś to? To dochodzi z drugiej strony tej ściany." Słyszy, jak jeden z nich mówi.
Szukają drzwi. Nie wyglądają one jak normalne drzwi. Prawdę mówiąc, jeśli nie wiesz, że tam są, nawet ich nie zauważysz.
Słyszy walenie i znowu skamle, choć nie chce wydać z siebie żadnego dźwięku. Ale nie może się powstrzymać, głośne hałasy go przerażają.
"Musi tu gdzieś być wejście... Czekaj, co to jest?"
Ezra znów skamle, gdy słyszy kliknięcie... Znaleźli!
Krzyczy przerażony, gdy otwierają drzwi. Oślepiające światło zalewa ciemny pokój.
"Co to kurwa jest?.... Jasna cholera!"
Słyszy słowa jednego z nich, podczas gdy drugi wciąga z niedowierzaniem powietrze.
Oczy Ezry są mocno zaciśnięte. Ma nadzieję, że jeśli zaciśnie je wystarczająco mocno, w jakiś sposób go nie zobaczą. Ale oni to robią, widzą go i nie mogą uwierzyć w to, co widzą.
"O Bogini, co ten potwór zrobił!"
****
Punkt widzenia Declana
Moi ludzie i ja wlewamy się do środka, błyskawicznie dokonując inwazji na watahę Krwawego Księżyca. Szybko odkrywamy, jak okropny jest w rzeczywistości ten Alfa.
Nie tylko przez obrzydliwe rzeczy, które robi członkom swojej watahy. Ale też przez fakt, że ci biedni ludzie nie potrafią nawet walczyć. Nie umieją nawet się bronić!
Powalamy ich z taką łatwością, padają jak muchy jeden po drugim.
Byłoby mi ich żal, ale większość z tych mężczyzn jest zła, są zepsuci tak samo jak ich Alfa. Lubią krzywdzić swoje Omegi, każdego, kto jest od nich mniejszy i słabszy.
Nawet nie trzymają ich wewnątrz, przynajmniej tych, których dotychczas znaleźliśmy. Są trzymani w czymś w rodzaju ręcznie zrobionych drewnianych skrzyń lub klatek.
Są całkowicie wystawieni na działanie żywiołów. Deszcz, wiatr, burze, śnieg..... Wszystko to, dach nawet nie jest solidny, a ściany również. Wzięli deski, zostawiając 10-centymetrowe szczeliny między każdą z nich. Tak jest dookoła, nawet na górze.
Te biedne Omegi są tam trzymane, jakby to było bydło czy coś podobnego. Serce mi pęka, gdy ich widzę. Widzę łzy w oczach Jaxsona i kilku innych moich wojowników, kiedy na nich patrzą.
Są brudni, na ziemi jest klepisko, a sądząc po zapachu i wyglądzie – ich własne odchody. Nie wygląda na to, by mieli gdzie załatwiać potrzeby fizjologiczne. Nie ma tu nawet pieprzonego wiadra!
Są potwornie chudzi, pokryci ranami, niektóre wciąż krwawią, inne zdążyły pokryć się strupami.
Kulą się w kącie, gdy zbliżają się do nich moi ludzie. Patrzyłem, jak Harrison klęka, widzę, że płakał, jego ramiona trzęsą się, gdy chwyta za drewno i zagląda do środka.
"Obiecuję, że was nie skrzywdzimy, nikogo z was! Jesteśmy tu, żeby was uratować i was stąd zabrać."
Mówi, po czym wstaje. Warczy, zrywając łańcuch. Otwiera furtkę i powoli wchodzi do środka.
Natychmiast zaczynają skamleć i krzyczeć. Każdy z nich drży, kurczowo trzymając się nawzajem lub obejmując ramionami własne ciała.
"Chodź tu, maleńki, nigdy bym cię nie skrzywdził, nigdy!" mówi Harrison.
Patrzę, jak ten, do którego Harrison próbuje wyciągnąć rękę, patrzy na niego ze łzami spływającymi po twarzy. Ale na jego twarzy widać też coś jeszcze... Szok, zupełnie jakby nie wierzył w to, na co patrzy.
Wzdryga się, gdy Harrison go dotyka.
"Obiecuję, mój mały przeznaczony, nigdy cię nie skrzywdzę!... Błagam, pozwól mi cię stąd zabrać!"
Powiedział, a moje żołądek zwinął się w supeł.
'O moja Bogini, to jego przeznaczony! Nic dziwnego, że tak płacze.' Pomyślałem, obserwując tę rozdzierającą serce scenę rozgrywającą się przede mną.
Patrzę, jak Harrison wsuwa dłonie pod ramiona Omegi, a następnie powoli go podnosi i przyciąga jego drobne ciało do siebie, owijając ramiona wokół małego Omegi.
Obserwuję, jak obaj wybuchają płaczem. Mały Omega leży bezwładnie w jego ramionach, szlochając. Harrison wtula głowę Omegi w swoją szyję, następnie sięga w dół prawym ramieniem, podchwytując jego nogi, by nieść go na rękach jak pannę młodą. Stoi tak przez chwilę, trzymając go w objęciach.
W końcu odwraca się, wychodząc z tej małej, prowizorycznej klatki. W końcu mogę się dobrze przyjrzeć jego przeznaczonemu, a moje serce pęka jeszcze bardziej. Jest cały w bliznach. Wszędzie widzę siniaki, prawa strona jego twarzy jest spuchnięta i fioletowa. Reszta jego ciała pokryta jest skaleczeniami i brudem.
"Zabierz go do domu, Harrison."
Mówię, kładąc dłoń na jego ramieniu, ściskając je delikatnie, po czym ruszam przed siebie. Zamierzam znaleźć tego skurwiela i go zabić! Pomyślałem, kierując się w stronę domu watahy z moim Betą, Jaxsonem, u mego boku.
Warczy z gniewem, gdy patrzę, jak ich wojownicy wylewają się z budynku watahy.
Czuję, jak wysuwają mi się pazury, gdy rzucam się w ich kierunku.
Jak dotąd, mało kto musiał się przemieniać, ci głupcy nie są w ogóle wyszkoleni.
Chwytam za gardło pierwszego idiotę, który rzuca się na mnie, a moje pazury wbijają się w jego szyję. Jego oczy rozszerzają się, gdy kładę lewą dłoń na jego klatce piersiowej. Ciągnę prawą ręką, która wciąż oplata jego gardło, i słyszę obrzydliwy dźwięk wyrywanej krtani.
Odrzucam jego ciało na bok, po czym wymachuję prawą ręką z wysuniętymi pazurami i przecinam na wylot faceta, który myślał, że może rzucić się z pazurami na moją pierś.
Patrzyłem, jak z jego gardła tryska krew, gdy je rozcinałem. Odwróciłem się, chwytając rękę kolejnego głupca. Ten idiota znów myślał, że może uderzyć w moją klatkę piersiową.
Patrzyłem, jak jego oczy robią się wielkie, gdy zatopiłem pazury w jego piersi, a moja dłoń zacisnęła się wokół jego serca, po czym wyrwałem je z jego ciała.
Kontynuuję przedzieranie się przez grupę wrogów, eliminując ich z niesamowitą łatwością, dopóki w końcu nie wchodzimy do środka i nie zabezpieczamy głównego wejścia.
Wiem, że nie będzie go na parterze, więc zostawiam ten poziom moim ludziom. Wysyłam jedną grupę do piwnicy, a następnie ruszam po schodach na pierwsze piętro.
Muszę się upewnić, że w tej piekielnej dziurze nie ukryto gdzieś więcej Omeg.
Gdy dotarłem na pierwsze piętro, spojrzałem wzdłuż korytarza. Nie sądzę, by był na tym piętrze, ponieważ wszystkie drzwi są osadzone zbyt blisko siebie, co wskazuje na mniejsze pokoje dla wojowników.
Krzyknąłem do Keitha, by zabrał swój zespół i przeszukał pierwsze piętro. Sprawdzą każdy pokój, każdą szafę, każdą łazienkę, pod każdym łóżkiem.
Biorę Jaxsona i dwa kolejne zespoły, a następnie ruszam dalej w górę, kierując się na drugie piętro.
Ponownie, wszystkie drzwi są osadzone zbyt blisko siebie, dając mi znać, że na tym poziomie również nie ma apartamentu Alfy.
Wysłałem Roya i jego zespół, by zajęli się tym piętrem, podczas gdy ja biorę Jaxsona i ostatnią drużynę na trzecie piętro.
Zaczynamy sprawdzać każde z pomieszczeń, wyważając wszystkie drzwi, które są zamknięte na klucz.
Sprawdzam każdy pokój razem z moimi ludźmi; gdy widzę, że to zwykłe pomieszczenie, ruszam dalej, pozwalając im się nim zająć i go przeszukać.
Jaxson wyważa drzwi, a następnie krzyczy do mnie. Szybko wchodzę do pokoju i widzę, jak Jaxson i Beta Alfy Victora ruszają na siebie.
Dwóch Betów walczy wręcz.