Ostrożnie oczyszczając jej ranę wacikiem, Stanley delikatnie na nią dmuchał. Był przy tym niezwykle delikatny.
Kiedy podniosła wzrok i dostrzegła jego skupione spojrzenie, w jej sercu rozlała się fala ciepła.
– I jak? Boli? – zapytał.
– Nie. – Xyla pokręciła głową.
– Następnym razem nie zbieraj takich rzeczy gołymi rękami.
– Dobrze.
Potem wyrzucił wacik i skrupulatnie owinął jej ranę plastrem.
Jeg






