Rosemary chwyciła pasek ze straganu obok tego należącego do Caleba i okładała nim pulchnego mężczyznę.
– Aaargh! – jęknął z przeszywającego bólu.
Pomimo jego uporczywych jęków, Rosemary kontynuowała bicie. Nie biła go po tułowiu, ponieważ miał na sobie gruby sweter. Zamiast tego uderzała go w udo.
Gdy krzyczał z bólu, wrzasnął:
– Ty suko, znam kogoś na wysokich szczeblach. Przestań mnie bić, bo ka






