Maryanne popędziła za nim i weszła za nim do windy. Gdy kłócąc się, wyszli z windy, od wejścia do apartamentowca rozległ się znajomy głos.
– Hayden!
To był Bobby. Jego oczy, niegdyś pełne czułości dla Maryanne, teraz błyszczały pogardą.
– Chodź tu – powiedział. – Muszę z tobą zamienić słowo.
Po tych słowach odwrócił się i ruszył w stronę rogu.
Hayden odsunął jej dłoń i powiedział: – Nie rób scen.






