Gwałtownie wciskam hamulce.
Oboje lecimy do przodu, a Zion, instynktownie wyciągając ramię, łapie mnie w ostatniej chwili, nim roztrzaskam nos o kierownicę.
SUV mija nas z impetem i leci prosto w przepaść.
Fikołkuje w powietrzu, uderza o skały i wybucha kulą ognia, która rozświetla zbocze klifu. Ziemia drży, a potem zapada głucha cisza, jak opadająca żelazna kurtyna.
Nasz samochód zatrzymuje się z






