Zawsze była ignorowana przez swojego najlepszego przyjaciela, teraz on nie może od niej oderwać wzroku, tak samo jak jego bogaty szwagier. W gimnazjum Harper skrycie kochała się w swoim najlepszym przyjacielu, Graysonie, ale on nigdy na nią nie spojrzał, ponieważ była nieśmiałą i cichą dziewczyną, która nie miała w sobie nic pociągającego. Zamiast niej wybrał Tiffany. Była ładna, bogata i popularna. Teraz, po ukończeniu studiów, Harper wraca do miasta, aby zacząć od nowa po latach nieobecności, a jej uczucia do niego są silniejsze niż kiedykolwiek. Niestety, jej przyjazd spotyka się jedynie z rozczarowaniem, gdy po raz kolejny wybiera Tiffany, tym razem w najbardziej wystawny sposób. Maddox jest wszystkim, czego Harper przysięgała unikać. Jest bogatym i aroganckim playboyem, który jest nie tylko irytująco nieodparty, ale także przyrodnim bratem Tiffany. Chociaż jest niedostępny, to on jedyny dostrzega jej złamane serce i oferuje kuszący sposób radzenia sobie z nim: noc niezapomnianej namiętności i to nie musi się na tym skończyć. Zaczyna się tylko od pocałunku, żeby kogoś wkurzyć, ale przeradza się w kilka nocy, które smakują jak słodka zemsta. Grayson, teraz żonaty, dowiaduje się o nich dwojgu i jest przepełniony żalem i zazdrością. Złamał jej serce tak wiele razy, ale teraz po prostu nie chce jej puścić i nie jest jedyny. Maddox stoi mu na drodze, ponieważ wciąż wraca po więcej i nie tylko ze względu na noce, które spędzili w swoich ramionach. Odkąd pamięta, zawsze czekała na okruchy uczuć od Graysona, ale czy potrafi ruszyć dalej i zobaczyć, kto jeszcze jest tuż przed nią?
Harper
– Wyjdź za niego! Wyjdź za niego!
Śniłam o takich scenach niezliczoną ilość razy: mój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa, Grayson Ford, na jednym kolanie, z miłością do mnie lśniącą w oczach, trzymający w dłoni pierścionek, i przyjaciele wiwatujący wokół nas. Marzenie w końcu się spełniło, ale tą, która stała przed nim, była Tiffany – dziewczyna, która zamieniła całe moje życie w liceum w koszmar.
Nie spodziewałam się, że po czterech latach nieobecności znów zobaczę go w takich okolicznościach. Prawie ze sobą nie rozmawialiśmy, odkąd wyjechałam z San Francisco na studia. Ale gdy kilka dni temu jego imię rozbłysło na ekranie mojego telefonu wraz z zaproszeniem na przyjęcie, znów poczułam się, jakbym miała szesnaście lat, i chciałam tam pojechać najszybciej, jak to możliwe.
A w tamtym momencie głęboko tego żałowałam. Nie miałam pojęcia, że wciąż są razem, bo od dawna nie zaglądałam na jego profile w mediach społecznościowych.
– Kocham cię – powiedział do niej, czekając na odpowiedź.
Jego słowa sprawiły, że wyjrzałam zza ściany, za którą ukrywałam się od chwili przybycia. W salonie otaczał ich tłum gości.
– Ja ciebie też kocham, kochanie – odpowiedziała tym samym głosem, który wciąż uważałam za irytujący. – Tak!
Jej chichot, jego uśmiech i ich namiętny pocałunek – wszystko to zraniło mnie głębiej, niż się spodziewałam. Moje palce zacisnęły się na pasku torebki tak mocno, że myślałam, że go zerwę, ale nie dbałam o to. Już i tak powstrzymywałam łzy.
Mimo że był jedynym chłopakiem, którego kochałam przez ponad dziesięć lat, a moje serce właśnie pękało, nie zamierzałam tam płakać. To było jego przyjęcie zaręczynowe i nie zamierzałam zachowywać się jak niezdarna Harper z liceum. Już nie.
Gdy tylko oklaski zaczęły cichnąć, uniosłam głowę wysoko i wkroczyłam do salonu, a stukot moich obcasów sprawił, że odwracały się głowy. Nie widziałam żadnej z tych osób od lat, ale nigdy nie zapomniałam, jak w szkole wyśmiewali moje workowate ubrania i mało atrakcyjny wygląd.
Teraz wszystkie oczy były zwrócone na mnie, a w pokoju na kilka sekund zapadła cisza, gdy wszyscy próbowali mi się przyjrzeć. Jedna z dziewczyn pochyliła się, by coś szepnąć swojej przyjaciółce, wymieniając przy tym moje imię i odkrywając, że to naprawdę Harper Moore.
Bycie w centrum uwagi było jedyną rzeczą, której nigdy nie pragnęłam, odkąd sięgam pamięcią, ale nie dało się temu zaradzić. Spodziewałam się, że tak się stanie. Nie byłam już tą samą dziewczyną co kiedyś. Nawet faceci patrzyli na mnie inaczej.
Zachowałam zimną krew, moje usta wygięły się w uśmiechu, a potem mój wzrok spoczął na Graysonie.
Jego oczy rozszerzyły się, gdy zabrał dłoń od Tiffany, robiąc kilka kroków w moją stronę, zanim zdążył się powstrzymać. Rozchylił wargi, ale początkowo nie wydobyły się z nich żadne słowa. Zlustrował mnie od stóp do głów kilka razy, jakby nie mógł uwierzyć, że to ja.
– Harp? – powiedział, przeciskając się obok kilku stojących mu na drodze osób i odgarniając swoje kruczoczarne włosy do tyłu.
Przełknęłam ślinę z trudem, próbując zbytnio się nie ekscytować tym, jak wypowiedział moje imię.
– Tak, to ja! – wymusiłam z siebie krótki śmiech.
Powoli uniósł kąciki ust, oszołomiony. – Wow… wyglądasz…
– Inaczej?
– Pięknie. – Wypowiedział to zbyt szybko, a ten komplement sprawił, że moje serce zabiło mocniej. Miałam teraz dwadzieścia dwa lata, ale znów poczułam się jak szesnastolatka.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Tiffany podbiegła do jego boku, chwytając go za ramię. Na jej twarzy malowało się rozbawienie, ale nie było w nim nic przyjaznego.
Z przesadzonym westchnieniem powiedziała: – Och, to naprawdę ty.
Zlustrowała mnie od stóp do głów z tym samym sztucznym uśmiechem, który zawsze miała przyklejony do twarzy.
Był czas, kiedy Grayson i ja byliśmy bardzo blisko, ale kiedy zyskał popularność w gimnazjum, a ona okazała mu zainteresowanie, wszystko się zmieniło. Była bogata i piękna – wszystkim, czym ja wtedy nie byłam. Czułam się niewidzialna i to przez jej obecność w jego życiu oddaliliśmy się od siebie, jeszcze zanim wyjechałam na studia.
– Ciebie też miło widzieć – powiedziałam do niej z wymuszonym uśmiechem.
– Naprawdę wróciłaś do miasta po studiach, co? Wygląda na to, że studia zdziałały cuda. Tylko na ciebie spójrz. Jesteś prawie nie do poznania w tej krótkiej, szmaragdowozielonej sukience, ale cóż, niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają. Mimo tej metamorfozy nadal masz w sobie coś z mola książkowego.
– W porządku, wystarczy – wtrącił Grayson ostrym tonem, potrząsając głową z dezaprobatą.
Udała niewiniątko, przesuwając dłonią po jego marynarce. – Co? Ja tylko się witam.
Nie powiedział nic więcej, posłał mi tylko przepraszające, łagodne spojrzenie, a potem delikatnie pociągnął ją na bok. Szepnął jej coś do ucha, po czym wziął ją za rękę i poprowadził korytarzem.
Spojrzała na mnie przez ramię z triumfującym uśmiechem, jakby znalazła się dokładnie tam, gdzie chciała, i czekała na ten konkretny moment. To była ta sama, stara Tiffany.
Objął ją ramieniem w talii, mówiąc coś do niej, a ona skupiła na nim swoją uwagę. Nawet mnie nie obchodziło, o czym rozmawiali, ale to ramię wokół jej talii roztrzaskało coś we mnie.
Pragnęłam nawet, żeby istniały wehikuły czasu, bym mogła cofnąć ostatnie kilka minut i powstrzymać się przed pojawieniem się tu tego wieczoru.
Odkąd sięgam pamięcią, ona zawsze była na pierwszym miejscu, a on nigdy nie zauważał mnie tak, jak bym tego chciała.
Z każdym moim krokiem wszystkie oczy były zwrócone na mnie, a ja pragnęłam jedynie pobyć sama, więc wyszłam na podwórko, obejmując się ramionami i patrząc w ziemię. Chciałam wyjść, ale jak mogłam po prostu stąd wyjść, skoro dopiero co przyszłam?
Kiedy w pośpiechu odwróciłam się, żeby pójść do łazienki i ukryć twarz, wpadłam na szeroką, twardą klatkę piersiową. Cofnęłam się o krok, ciągle mrugając, gdy podniosłam wzrok i zamarłam na widok tego, co miałam przed sobą. Był wysoki, ubrany cały na czarno, z rękawami podwiniętymi do połowy. Jego kołnierzyk był rozpięty na tyle, by ukazać odpowiednią ilość mięśni. Jego zaczesane do tyłu miodowy blond włosy tylko podkreślały rysy jego twarzy, zwłaszcza ostre linie szczęki. Jego obecność emanowała wręcz niebezpieczną aurą.
Coś w nim wydawało się znajome, ale nie potrafiłam tego rozgryźć.
Z powolnym uśmiechem, który tylko dodawał mu uroku, powiedział: – Może gdybyś trzymała głowę w górze, widziałabyś, dokąd idziesz.
W jego tonie od razu dało się wyczuć arogancję, która również wydawała się znajoma.
Może tylko to sobie wyobrażałam, więc odsunęłam się na bok, żeby odejść i znów być sama, ale stanął mi na drodze.
– Wychodzisz tak wcześnie, skoro w końcu widzimy się po tylu latach?
Westchnęłam z irytacją, patrząc w jego olśniewającą twarz. – Znamy się?
Prychnął. – Co to ma być? Przylepa Harper mnie nie pamięta?
Przylepa Harper? Zmrużyłam oczy. Tylko jedna osoba kiedykolwiek tak mnie nazwała i nienawidziłam tego. W tamtym momencie wszystko do mnie wróciło. Po prostu nie zorientowałam się szybciej, bo tak wiele się w nim zmieniło. W wieku dwudziestu trzech lat był o wiele bardziej atrakcyjny niż jako siedemnastolatek. Był nie tylko bogatym playboyem, o którym dziewczyny marzyły, by mieć u niego szansę, był także irytującym przyrodnim bratem Tiffany. Mieli tego samego ojca.
– Maddox?
– No i proszę – powiedział. – Wiesz, wciąż pamiętam, jak chodziłaś za Graysonem jak zagubiony szczeniak.
Nienawidziłam tego, że to zawsze było tak oczywiste, ale roześmiałam się na jego opis mojej osoby. – Nie myślałam, że na ciebie tu wpadnę, ale hej, przynajmniej mogłam na własne oczy zobaczyć, że nadal jesteś dupkiem.
Jego uśmiech lekko drgnął. – Chyba studia bardzo cię zmieniły. Jesteś teraz całkiem zadziorna. Impreza jest w środku, ale po co miałabyś tam być, skoro jesteś przybita?
Moje serce zamarło, a ja spojrzałam w bok. – Nic mi nie jest.
Prychnął. – Och, Harper, widziałem cię, kiedy przyjechałaś. Promieniałaś w chwili, gdy weszłaś, ale usłyszenie, że twoja miłość z dzieciństwa zaręczyła się z moją młodszą siostrą, trochę cię zabolało, hmm?