

Autor: Aeliana Moreau
– Nie powinnaś była mi się sprzeciwiać, Hazel. – Jego głos zabrzmiał twardo i chropawo, a ona rozpłynęła się pod wpływem tej kojącej nuty, która wywołała dreszcze wzdłuż jej kręgosłupa, podczas gdy jej cipka stawała się już niezwykle mokra. – Przepraszam, Tatusiu, twoja dziewczynka potrzebowała trochę czasu dla siebie... – próbowała wyjaśnić, ale jego kolejny ruch zamknął jej usta. Rzucił nią o łóżko, jakby nic nie ważyła. Jej twarz wcisnęła się w poduszkę, a tyłek ustawił się w idealnej pozycji na pieska, której tak pragnął. – Ukarzę cię tak kurwa dobrze, maleńka. Wyrucham cię tak mocno, że przestaniesz czuć nogi, maleńka. Hazel przełyka zająknięcia w gardle na myśl o jego dziewięciocalowym, grubym kutasie, posuwającym jej ciasną cipkę, by sprawić jej rozkosz. Bez żadnego ostrzeżenia Hazel poczuła, jak jego fiut ją rozdziera, gdy wykonał jedno brutalne pchnięcie. – O mój kurwa Boże... – jej słowa przeszły w jęk, gdy jego dłonie odnalazły najbardziej uwielbianą część jej ciała, czyli talię. Pociągając ją do tyłu, zaczął ostro pchać, a za każde pchnięcie był nagradzany jękami, które sprawiały, że chciał więcej! Hazel właśnie dostała się na swój wymarzony uniwersytet w Waszyngtonie, jednak w imię bezpieczeństwa zostaje zmuszona do zamieszkania z najbardziej zaufanym, młodym przyjacielem swojego ojca. Ostatecznie Hazel ląduje w łóżku mężczyzny, którego rzekomo nienawidzi – tego samego, który ma ją chronić przed światem zewnętrznym. Po jednej grze wstępnej Hazel i Axel nie potrafią oderwać od siebie wzroku. Jednak nie skończyło się tylko na pożądaniu. Czy ich miłość przetrwa próbę czasu w świecie, w którym fani krytykują każdego, kto wejdzie w intymną relację z ich idolem?
W ŁÓŻKU JEJ TATUSIA.
Rozdział 1.
Hazel schodziła po schodach z mocno nadąsaną miną, podczas gdy pokojówki znosiły jej torby i kilka innych rzeczy.
Zatrzymała się za jednoosobowym fotelem wykonanym z czystego złota, chwytając za jego oparcie, podczas gdy jej wzrok omiatał dom — dom, w którym mieszkała przez całe swoje życie.
"Skąd ta ponura mina, Hazel?" Głos jej ojca przerwał te rozmyślania, gdy wszedł do salonu, delikatnie obracając w dłoni szklankę z sokiem.
"Będę tęsknić za tobą i Henrym" - odpowiedziała z dąsem.
Jej ojciec uśmiechnął się, szeroko rozkładając ramiona, a ona bez wahania w nie wpadła. Jednym ramieniem objął ją czule, podczas gdy drugą ręką ostrożnie trzymał szklankę, żeby niczego nie rozlać.
"Nie musisz się martwić, Hazel. Mieszkanie u Axela to zupełnie to samo, co mieszkanie ze mną." Jego dłoń delikatnie gładziła ją po włosach w próbie pocieszenia, ale te słowa tylko spotęgowały gniew, który tak bardzo starała się stłumić.
Sama myśl o zamieszkaniu z Axelem prowokowała ją jeszcze bardziej.
Hazel była najmłodszym dzieckiem i jedyną córką pana Marco. Właśnie dostała się na wymarzony uniwersytet w Waszyngtonie i planowała zamieszkać tam ze swoim chłopakiem, który przebywał tam już od ponad roku. Jednak jej ojciec miał inne plany — nalegał, by zamieszkała z jego młodym najlepszym przyjacielem, kimś, kogo znał od czasów studiów.
Oczywiście, miał ku temu powody. Jego decyzja nie opierała się tylko na zaufaniu — chodziło o zapewnienie jej bezpieczeństwa. Wąska talia Hazel, idealnie podkreślająca krągłości jej bioder, przyciągała mężczyzn jak ćmy do ognia. Ojciec bał się o nią, nie chcąc pozwolić, by stała się celem niechcianych zalotów.
Hazel była młoda i drobna, miała kruczoczarne włosy, piwne oczy o zielonym odcieniu i bladą cerę. Jej pełne policzki oblewał naturalny rumieniec, a wydatne usta dodawały jej delikatnego piękna. Jej uroda była czymś, z czym należało się liczyć, a on jako ojciec nie śmiał tego ignorować.
"Tato, czy naprawdę nie mogę mieszkać z Axelem?" Jej głos był cichy, niemal kruchy.
Ojciec wypuścił cicho powietrze. "Znam Axela, odkąd skończyłem dwadzieścia dziewięć lat. Jest moim najlepszym przyjacielem od czasu, gdy zmarł jego brat. Ufam mu, Hazel, i czuję się spokojny, wiedząc, że będziesz u niego mieszkać."
Hazel wiedziała, że kłótnia nie ma sensu. Kiedy jej ojciec raz podjął decyzję, nie było odwrotu.
"Możesz spóźnić się na lot. Zbierajmy się" - ponaglił ją łagodnie ojciec.
Wzięła głęboki oddech, omiatając wzrokiem rezydencję po raz ostatni. Serce się jej ścisnęło. Będzie tęsknić za tym domem. Będzie tęsknić za ojcem.
Pod powiekami poczuła pieczenie, ale zmusiła się do powstrzymania łez.
"Chodźmy."
Ojciec poklepał ją po ramieniu, posyłając uspokajający uśmiech i razem ruszyli do wyjścia. Wsiedli do samochodu i odjechali.
*******
Lot do Waszyngtonu minął szybko, a dla Hazel był bardzo spokojny.
Gdy samolot wylądował, Hazel wysiadła, a chłodne powietrze musnęło jej skórę, unosząc pasma włosów. Zamrugała raz, potem drugi, zanim odchyliła głowę ku niebu.
Nagle ogarnęła ją fala szczęścia.
"Waszyngtonie, nadchodzę" - westchnęła, i w ten właśnie sposób cały ból zalegający w jej sercu zdawał się znikać.
Dźwięk telefonu wyrwał ją z zamyślenia.
To była jej najlepsza przyjaciółka, Tracy.
"Hej, delfinki." Tracy zachichotała po drugiej stronie słuchawki.
Hazel przewróciła oczami. "To przezwisko jest beznadziejne, Tracy."
"Dla Hazel, którą znam, wszystko jest beznadziejne" - droczyła się Tracy z żartobliwym ukąszeniem w głosie.
Hazel prychnęła. "Dojechałaś już?"
"Tak. Jestem na lotnisku."
"Zmieniły się plany?"
"Nie." Hazel wydała z siebie sfrustrowane westchnienie. "Mój tata wciąż nalega, żebym zamieszkała z Axelem."
Ciągnąc za sobą walizkę przez lotnisko, znalazła miejsce, by usiąść.
"Przykro mi, kochana. Ale szczerze mówiąc, to nie jest wcale taki zły pomysł. Wiele dziewczyn zapłaciłoby, żeby z nim być." Tracy znów zachichotała, co wywołało u Hazel nagły skok irytacji.
"Nie jestem 'wieloma dziewczynami' i nie mam ochoty z nim mieszkać" - fuknęła Hazel, przewracając oczami z całkowitym obrzydzeniem.
"Zakładam, że protestuje przeciwko mieszkaniu ze mną."
Chrypliwy, lecz kuszący głos przeciął powietrze, a Hazel zamarła.
Na ułamek sekundy całe jej ciało znieruchomiało. Przeszywający dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa, a palce rozluźniły uścisk na telefonie.
Znała ten głos.
Nawet się nie odwracając, była tego pewna.
Jak mogłaby kiedykolwiek zapomnieć głos Axela? Ten sam głos, który z jakiegoś dziwnego powodu zawsze sprawiał, że jej żołądek ściskał się z rozkoszy — rozkoszy, której nigdy nie zapominała wypierać.
"Czy to jego głos?" - głos Tracy w słuchawce przywrócił ją do rzeczywistości.
Hazel przełknęła ślinę, próbując zdusić nerwową gulę w gardle. Bez słowa zakończyła połączenie, jej dłoń zacisnęła się na telefonie, gdy powoli się odwróciła.
Powietrze uwięzło jej w gardle.
Jej ciało zastygło.
Oddech się urwał.
Przed nią stał Axel, stawiając powolne, celowe kroki w jej stronę.
Wzrok Hazel przesunął się po jego wysokiej, zbudowanej sylwetce. Miał niemal dwa metry wzrostu, a jego długie, kruczoczarne włosy były splecione z tyłu głowy. Ostra, zarysowana linia szczęki była prosta jak ostrze noża. Jego usta — różowe, pełne i lekko zarumienione — wygięły się w nieodgadnionym wyrazie. Każdy jego ruch emanował dominacją, a gdy wiatr rozchylił jego marynarkę, dostrzegła szerokie ramiona i idealnie wyrzeźbione przedramiona.
W wieku trzydziestu trzech lat Axel stał się mężczyzną o wiele bardziej onieśmielającym — i o wiele bardziej atrakcyjnym — niż kiedykolwiek sobie wyobrażała.
Jej serce waliło jak młot, gdy zrobił ostatni krok w jej stronę, a powietrze między nimi stało się gęste.
Zapach jego wody kolońskiej — głęboki, męski i odurzający — otoczył ją, sprawiając, że żołądek znów się skurczył.
"Dziewczynko" - mruknął, a jego bogaty, aksamitny głos wyrwał ją z transu.
Hazel natychmiast się wyprostowała, przewracając oczami.
"Nie jestem dziewczynką z liceum. Dorosłam."
Na moment powietrze znieruchomiało.
Szare oczy Axela przesunęły się po jej ciele, przyjmując do wiadomości tę transformację.
Zmieniła się.
Nie była już tą małą Hazel, którą kiedyś znał.
Teraz była kobietą — o pełniejszych kształtach, cięższych piersiach i talii tak wąskiej, że mogłaby kusić nawet najbardziej opanowanego z mężczyzn.
Jego wzrok nieznacznie pociemniał i Hazel dokładnie wiedziała, o czym pomyślał.
"Czy to nie źle, że twoje oczy zaraz rozedrą moje ubrania?" - warknęła, pstrykając palcami przed jego twarzą.
Axel zamrugał, a jego usta wykrzywiły się w powolnym, uwodzicielskim uśmiechu.
"Myślisz, że moje dłonie poradziłyby sobie lepiej?" - droczył się z nią, celowo dobierając ton.
Hazel wypuściła z sykiem powietrze, tupiąc stopą o ziemię. Stał się jeszcze bardziej niegrzeczny.
"Chyba nie zamierzasz trzymać mnie tu w nieskończoność, co?" - mruknęła niezadowolona.
"Nie, dziewczynko." Axel przechylił głowę. "Chcę tylko popatrzeć jeszcze odrobinę dłużej."
"Nie jestem żadną dziewczynką" - jęknęła.
Axel uśmiechnął się zadowolony. Podobało mu się to. Lubił jej uroczą, rozzłoszczoną twarz. Zabawnym byłoby podroczyć się z nią trochę dłużej, żeby tylko zobaczyć ją ponownie.
"Skoro jesteś zbyt dorosła na 'dziewczynkę', to może powinienem mówić do ciebie Mamuśko?"
Zniżył głos, do zaledwie szeptu — takiego, który wywołał u niej niespodziewany dreszcz.
Serce Hazel zabiło mocniej.
"Nie gap się za bardzo, Mamuśko" - uśmiechnął się kpiąco Axel. "Jeszcze się we mnie zakochasz."
Zanim zdążyła wypowiedzieć kolejne słowo, sięgnął po jej dłoń, pociągając ją za sobą.
Skinieniem głowy dał znak swoim ochroniarzom, by chwycili jej walizkę i resztę bagaży.
I właśnie tak rozpoczęło się nowe życie Hazel u boku Axela.