Anneliese musiała go przekonywać i ciągnąć z całej siły, żeby wywlec tego urwisa na zewnątrz. Ale zanim zdążyła odetchnąć z ulgą, Klops znowu przykucnął, z ogonem sterczącym w górę.
Nieważne, jak mocno ciągnęła smycz, ten nie chciał się ruszyć, odchylał głowę do tyłu i wydał długie, żałosne wycie w stronę nieba.
– Przepraszam, czy to pani pies? – Starszy pan na spacerze zatrzymał się, żeby popatrz






