Spojrzała na Jonathana, a potem w dół na ich wciąż mocno splecione dłonie.
– To nazywasz szacunkiem do mnie? Szacunkiem dla mojego zdania?
– Babciu, on... – Anneliese postąpiła krok naprzód, a jej głos był napięty, próbując go bronić.
Zanim zdążyła dokończyć, Jonathan delikatnie pociągnął ją do tyłu. Przesunął się przed nią, osłaniając ją własnym ciałem.
– Anne jest moją żoną – powiedział spokojny






