– To niepotrzebne, Matko. Nie jestem już dzieckiem. Nie kupisz mnie cukierkiem.
Elizabeth zamarła, marszcząc brwi i próbując ukryć przebłysk zażenowania.
– Jonathanie, co ty mówisz? Twój wujek i ciotka zawsze wysyłali ci prezenty. Zależy im na tobie. Często dzwonią, żeby tylko zapytać, co słychać...
Usta Jonathana wygięły się nieznacznie, a jego ton był cięty. – Ich prezenty zawsze mają swoją cenę






