Ogarnęła mnie ogromna zazdrość o jej młodość. Taryfa ulgowa, z jaką traktuje się nieletnich, pozwalała Joyce mówić bez ogródek i naskakiwać na ludzi, jak tylko jej się podobało.
Mój wzrok spoczął na szklance wody stojącej na stole. Wstałam i podeszłam do niej. W moim głosie nie było złości, lecz przez słowa przebijała chłodna obojętność.
– Rzeczywiście, mam teraz trzydzieści lat. Jestem od ciebie






