Szkarłatna wściekłość wykrzywiła twarz Alfy Randalla, a żyły na jego szyi nabrzmiały. Każdy mięsień w jego ciele krzyczał na ten nieoczekiwany widok Reyany; zastanawiał się, dlaczego ona zawsze musi go zawstydzać przy ważnych okazjach, za każdym cholernym razem.
– Reyana? – ryknął, a słowo to zadrapało go w gardło niczym przekleństwo. – Co ty, w imię Bogini Księżyca, myślisz, że robisz?
To nie był






