Tym razem Noelle nie zdążyła zareagować. Irene zamachnęła się z rozmachem motyką, a Hendrix instynktownie uniósł ramię, by się zasłonić. Rana, którą ledwo co opatrzono mu w szpitalu, otworzyła się znowu, a w powietrzu rozległ się cichy trzask, jakby pękła kość.
Nawet dla kogoś tak wytrzymałego jak Hendrix, przeszywający ból był wystarczający, by ściągnąć brwi, a czoło momentalnie pokryło się perli






