Jeszcze mocniejsze walenie, a potem dzwonek do drzwi. Odsłaniam ogon Pana Bingley’a od mojej twarzy i próbuję usiąść. Pokój wiruje niepewnie, a ja chwytam się za brzuch, jęcząc.
"Joellen! Jesteś tam? Otwieraj!"
O Boże. To Cam. Jestem spóźniona na nasz poranny bieg.
Wolałabym umrzeć niż iść na nasz poranny bieg.
Wlokę się z łóżka, walcząc z mdłościami, i wyłażę z sypialni na bosaka. Kiedy kot miauc






