– Fiona – powiedziała cicho Iris.
Jej ciemne oczy wędrowały po mojej twarzy i ciele, lustrując mnie. Rejestrując dziwny widok pod nosem: szlochającą Fionę w emocjonalnym dołku, z opuchniętymi czerwonymi oczami, bez makijażu i z włosami zebranymi z boku w niski, potargany kucyk. Miałam na sobie dresy. I na pewno wyglądałam ogólnie jak nieszczęście.
– Wszystko... wszystko w porządku? – Rozszerzone






