Brandon cofnął się o krok, skłaniając głowę. Czekał cierpliwie, wpatrując się w podłogę, chyba wiedząc, że potrzebuję chwili, by odzyskać panowanie nad sobą.
Wiedziałem, że postępuję źle, że go źle traktuję, ale byłem zbyt rozdrażniony, by znów przepraszać.
– Coś wymyślę – mruknąłem niecierpliwie. – Dwadzieścia cztery godziny, wydam oświadczenie. Jesteś zwolniony, Brandon. Porozmawiam z tobą jutro






