LISSANDRA
Darkish trzymał moją dłoń mocno w swojej, gdy wracaliśmy na dziedziniec. Szedł z uśmiechem, uśmiechem, który sprawiał, że czułam się, jakbym unosiła się we śnie.
Niesprawiedliwie pięknym uśmiechem. Jego rubinowoczerwone oczy obserwowały mnie kątem oka, wypełnione niewytłumaczalnym ciepłem. "Czy czujesz się nieswojo, Kwietny Lotosie?" zapytał, a jego głęboki ton rezonował w moich uszach.






