Przynajmniej to gówno oderwało mnie na chwilę od tego pierdolnika w gabinecie. Poszedłem poszukać moich dzieciaków, w końcu to był ich dzień. Siedziały po kolana w nowych zabawkach i robiły tyle hałasu, że dach mógł odlecieć, ale były szczęśliwe.
Nic, co się działo, nigdy ich nie dotknęło i nie dotknie. "O to w tym wszystkim chodzi, o nich, o zapewnienie im bezpieczeństwa." Law stanął obok mnie w






