Nicole była z pewnością nikczemna. Nic dziwnego, że rodzice mówili jej, by uważała na tę małą czarownicę.
Sylphiette pocierała palce z taką siłą, że omal nie zdarła sobie skóry. Szybko wymusiła na twarzy uśmiech.
– Nicole, co ty mówisz? Jak mogłabym tak pomyśleć? – Wierciła się i jąkała: – J-ja tylko b-boję się, że Evan będzie zbytnio przemęczony. W końcu dopiero co wrócił z firmy.
Jak ta kobieta






