Tego popołudnia Shirley przez chwilę krzątała się po swoim biurze, zanim zadzwoniła do Garricka.
Bip. Bip. Bip.
Po trzech sygnałach w końcu odebrał telefon. "Panno Wilson?"
"Haha. Tak, to ja, prezesie Brennan."
Zaśmiała się nieco zakłopotana na powitanie i od razu przeszła do sedna. "Dzwonię, by zapytać, kiedy miałby pan czas, abym mogła zaprosić pana do naszego biura i trochę oprowadzić."
Byli w






