– Spokojnie, kochanie. Pewnie go wezwali. Jeśli dziecko ma się zaraz urodzić, mogli go wpuścić na salę operacyjną – powiedział Maksymilian, próbując uspokoić Laurę, która wyglądała na wyraźnie zaniepokojoną.
– Tak… pewnie tak jest… – odparła Laura, starając się odgonić dziwne uczucie, które towarzyszyło jej od rana.
W prywatnym pokoju, do którego zabrano Angelę i Lucjusza, dyrektor szpitala dzwoni






