„W porządku, wszystko w porządku, jesteśmy w porządku” – szeptałam mantrę w jego szyję, aż w końcu objął mnie w talii i odwzajemnił uścisk. Nie mam pojęcia, jak długo tak siedzieliśmy. Obie, po prostu pozwalając ostatnim minutom do nas dotrzeć i się przefiltrować.
„To było cholernie straszne, Bitty. Nigdy wcześniej niczego takiego nie czułem” – mówił we włosy, tak cicho, że to mniej niż szept, al






