Opieram się o kojące ramiona Cama i splatam palce prawej dłoni z jego. Tam, gdzie Oliver zawsze mnie widział i potrafił odczytać, Cam był zawsze stały. Jest opanowanym i spokojnym przywódcą, który idzie naprzód, ale zabiera wszystkich ze sobą. Wtedy to mnie uderza, dosłownie uderza w środek klatki piersiowej i wpadam z powrotem w jego ramiona.
– Whoa, wszystko w porządku, Skarbie?
– Tak. Ale czy t






