– Czy wy dwoje dobrze to przemyśleliście? Może sprawy nie są tak złe, jak się wydają. Może wystarczy odrobina komunikacji – powiedział mężczyzna, odsuwając nasze dokumenty w naszą stronę.
Zaniepokojona, zmierzyłam Edwarda wzrokiem.
– Co to ma być, do cholery? Nawet jeśli to przeciągniesz, i tak zobaczymy się w czwartek – w sądzie! Jak to ma pomóc? – wysyczałam cicho, wściekłym głosem.
Spojrzał na






