(Winona)
Siedzę przy drewnianym stole w parku, palcami wodzę po szorstkiej powierzchni, próbując skupić się na czymkolwiek, byle nie na tym strachu, który zbiera się w moim żołądku.
Park jest dzisiaj przepiękny – rodziny się śmieją, dzieci bawią się nad strumykiem, a kaczki leniwie pływają w czystej wodzie. To dzień, który powinien przynosić spokój, ale zamiast tego, moje postrzępione nerwy ledw






