(Winona)
Sobotni poranek wita mnie cichym, przytłaczającym ciężarem. Siedzę z powrotem w apartamencie, próbując się rozbudzić na tyle, żeby spędzić trochę czasu z Abby po kolejnej długiej nocy w szpitalu.
Jayden wciąż jest z malutkim Henrym, wróci na lunch i drzemkę później. Czas Ashlyn pod respiratorem prawie się skończył i to jak cień, który wisi nad każdą minutą dnia. W zawieszeniu, niemalże.






