(Winona)
Siedzę przy stole w jadalni, z otwartym laptopem, i wertuję oferty rejsów, próbując poskładać do kupy sensowny plan. Wszystkie wyniki wyszukiwania uparcie prowadzą na Florydę.
Sama nazwa tego stanu wywołuje u mnie dreszcze. Cancun nie leży wcale tak daleko od Florydy, a wspomnienie porwania Cass znowu mnie dopada, ściskając żołądek. Czuję się, jakbym dostała ostrzeżenie, przypomnienie, że






