(Winona)
Otacza mnie cichy płacz dziecka.
Początkowo ledwie słyszalny, jakby dobiegał zza ściany. Potem narasta, staje się bardziej natarczywy, przeszywający. Szukam go na oślep, próbuję zlokalizować, ale bezskutecznie.
Wyciągam dłonie w pustą przestrzeń, a płacz narasta. Już idę, maleństwo. Już biegnę.
Budzę się z gwałtownym wdechem, z płuc wydrzeć nie mogę powietrza. Kurczowo chwytam prześcierad






