(Lisa)
Światła rażą w oczy, pościel jest sztywna i obca. Powoli mrugam, czując pulsowanie w skroniach. W ustach mam smak, jakbym na śniadanie przeżuła całą paczkę waty.
Gdzie ja, do diabła, jestem?
I wtedy mnie olśniewa. Biuro. Spotkanie. Lance.
Podnoszę się zbyt gwałtownie, a pokój zaczyna wirować jak na szalonej karuzeli. Czuję kłucie w ramieniu, widzę wenflon. Do ciała mam poprzyklejane jakieś






