(Lisa)
Dziecięcy śmiech i kłótnie, wszystko naraz – to specyficzny rodzaj chaosu. Nie tak głośny, żebym potrzebowała zatyczek do uszu, ale wystarczająco nieustanny, bym zaczęła się zastanawiać, dlaczego ktokolwiek dobrowolnie pakuje się w to rodzicielstwo.
Siedzę przy kuchennym stole w wiejskim domu i sączę ziołową herbatę – bo Winona twierdzi, że to na relaks, jasne – podczas gdy ona z zadziwiają






