languageJęzyk
Odrzucony Prawdziwy Dziedzic: Ukoronowany przez Księcia-placeholderOdrzucony Prawdziwy Dziedzic: Ukoronowany przez Księcia

Odrzucony Prawdziwy Dziedzic: Ukoronowany przez Księcia

Autor: Aeliana Moreau

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 3 kwi 2026
330 Rozdziały
656.6K słów

Podstęp kołyski pozbawił Athenę Monson szlachetnego urodzenia, skazując ją na los łowczyni. Odzyskana przez bogatą posiadłość Księcia Suffield, nie znajduje powitania – jedynie lodowatą pogardę rodziny oddanej swojej fałszywej córce. Ich okrutne odrzucenie rozpala ogień w jej duszy, ale mroczny spisek grozi jej złamaniem. Wtrącona na trzy lata do brutalnej służby w obozie wojskowym, duch Atheny twardnieje wraz z przysięgą zemsty. Jednak z popiołów powstaje Książę Xander Cavendish, oczarowany jej ognistym sercem. Wykorzystuje swoją władzę, aby jej strzec i ukarać tych, którzy ośmielili się ją zranić. Gdy zdrada śledzi każdy ich krok, niezachwiana miłość Xandera daje Athenie promyk nadziei. Czy zdoła odzyskać swoje dziedzictwo i poddać się namiętności, która przeciwstawia się zdradzieckiemu światu, czy też cienie jej przeszłości pochłoną ich oboje?

Pierwszy rozdział

– Ostrzegam cię po raz ostatni: trzymaj język za zębami, kiedy stąd wyjdziesz. Cokolwiek wydarzyło się przez ostatnie trzy lata, pogrzeb to i o tym zapomnij, jasne? Nie myśl, że bycie córką z książęcego rodu oznacza, że ktoś stanie w twojej obronie!

– Wcześniej nikogo takiego nie było i z pewnością nie będzie w przyszłości. – Twarz Atheny Monson nie wyrażała żadnych emocji, a jej głos brzmiał głucho. Pokiwała potulnie głową, nie śmiąc sprzeciwić się zarządcy.

Opierając się o ścianę, powoli ruszyła w stronę wyjścia z obozu.

Niegdyś rozświetlała miasto Pidence swoim olśniewającym tańcem. Teraz jej kolana, zniszczone latami urazów, ledwie mogły utrzymać jej ciężar. Bez lekarstw nawet jej umiejętności uzdrowicielskie na nic się nie zdawały.

Tuż za obozem usłyszała, jak ktoś woła ją po imieniu. Wzdrygnęła się i z wahaniem uniosła głowę.

Jej oczom ukazał się majestatyczny rumak, królewski dar, na którym siedział Markiz Somers – Michael Osborne. Słynny bóg wojny we własnej osobie.

Siedział wyprostowany i opanowany, jego szerokie ramiona zwężały się ku szczupłej talii, a twarz była uderzająco przystojna. Wciąż emanował tą samą aurą szlachetnej elegancji.

To był mężczyzna, którego kochała przez trzy długie lata. Tę scenę widziała w swoich snach niezliczoną ilość razy – on w końcu po nią przybywa, by zabrać ją do domu.

Jej oczy wypełniły się łzami, otworzyła usta, by coś powiedzieć, lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk.

Ponieważ to był on – ten, który wtrącił ją do tego piekielnego obozu, rozkazując innym „dać jej nauczkę”.

Chłodna obojętność w jego oczach sprawiła, że jej i tak już zdruzgotane serce znów zadrżało.

– Mogę cię zabrać do domu – powiedział Michael, spoglądając na nią z konia. Oczy miał jak lód, a jego ton był ostry jak brzytwa. – Ale powiedz mi, czy w końcu przyznajesz, że postąpiłaś źle?

– Gdybyś wtedy nie zatruła ciastek, Willow nie żyłaby z przewlekłą chorobą. Wciąż musi codziennie brać lekarstwa. Ty znosiłaś karę tylko przez trzy lata, ona będzie cierpieć do końca życia. Jesteś jej dłużniczką na zawsze!

Kiedy Athena wciąż milczała, Michael warknął: – Odpowiedz mi! Przyznajesz się do winy?

Nagła ostrość w jego głosie sprawiła, że aż podskoczyła. Odruchowo zamknęła oczy, objęła głowę ramionami i skuliła się, krzycząc: – Przyznaję! Zrobiłam źle! Nigdy więcej tego nie zrobię!

Ale spodziewany cios biczem nie nadszedł. Dopiero wtedy sobie przypomniała – był przecież Markizem Somers. Taki człowiek nigdy nie zniżyłby się do tego, by uderzyć kogoś takiego jak ona.

A jednak naprawdę się myliła. Błędem było się przejmować. Błędem było kochać. Błędem było oddać serce ludziom, którzy traktowali je jak nic nieznaczący śmieć.

Kiedy po raz pierwszy wrzucono ją do obozu, wciąż trzymała się strzępka nadziei.

Myślała wtedy: „Mój narzeczony nie może być aż tak bezduszny. Chronił mnie od czasu naszych zaręczyn, ryzykując nawet życie, by ustrzec mnie przed krzywdą.

A moi rodzice w książęcym dworze – z pewnością po mnie przyjdą. Zostałam wrobiona”.

Ale czekała. I czekała. A zamiast nich nadeszła jedynie udręka – bezlitosna, dzień po dniu, z rąk żołnierzy.

Była szlachcianką, a nie obozową dziwką. Nie śmieli jej tknąć, co tylko czyniło ich bardziej kreatywnymi w sposobach, by ją złamać.

Czasami bili ją cienkimi biczami przeznaczonymi specjalnie do karania kobiet – narzędziami, które cięły głęboko i zostawiały jej ciało w strzępach. Innym razem rozbierali ją do naga i rzucali w śnieg.

Czekali, aż zacznie błagać. Aż się podda. Aż zaoferuje swoje ciało w zamian za kęs jedzenia lub kilka dni spokoju.

Ale ona nigdy tego nie zrobiła. Dlatego ich tortury stawały się za każdym razem coraz okrutniejsze i bardziej upokarzające.

W końcu przestała walczyć – nie z posłuszeństwa, ale dlatego, że nie miała już siły stawiać oporu.

– Atheno, w co ty znowu grasz? – Michael zmarszczył brwi, a jego ton był ostry i pełen pogardy.

Zastanawiał się: „Trzy lata dyscypliny i stała się aż tak żałosna?”.

Dawne, promienne piękno jej twarzy zniknęło, ustępując miejsca chorobliwej bladości i zapadniętym rysom. Jej talia, niegdyś miękka i pełna, stała się tak szczupła, że zdawała się móc złamać przy silniejszym podmuchu wiatru.

Pomyślał: „Próbuje zgrywać ofiarę? Nie nabiorę się na to. Osobiście kazałem moim ludziom dobrze się nią opiekować. Niemożliwe, by naprawdę działa się jej krzywda”.

Odwróciwszy wzrok, Michael zsiadł z konia. Wyciągnął do niej rękę. – Wsiadaj do powozu.

Ale ona cofnęła się niczym zranione zwierzę, łapiąc się za głowę, z pustym spojrzeniem i drżącym głosem błagając: – Nie... proszę, nie... nie dotykaj mnie...

– Wystarczy – warknął. – Wciąż udajesz żałosną?

Jego głos stał się jeszcze chłodniejszy. – Co, to twój sposób, żeby wzbudzić we mnie poczucie winy?

Athena powoli wróciła do rzeczywistości. Jej głos był suchy, ochrypły. Wydała z siebie głuchy śmiech, podszyty autoironią.

Wobec Michaela – czy też swoich rodziców – ani razu nie miała prawa czuć się pokrzywdzona.

Gdyby kiedykolwiek naprawdę czuli się winni, nie czekaliby aż do teraz.

Trzynaście lat temu biologiczni rodzice w końcu sprowadzili ją do książęcej posiadłości. Wtedy właśnie poznała prawdę – podmieniono ją tuż po narodzinach.

Chciwe małżeństwo, które ją wychowało, zamieniło ją i skazało na pięć lat gorzkiego cierpienia.

Myślała, że powrót do prawdziwej rodziny oznacza miłość i akceptację. Zamiast tego spotkała się z chłodem.

Rodzice i bracia ledwie na nią patrzyli.

Ilekroć Willow Monson – dziewczyna, która przeżyła jej życie – czuła się smutna lub zaniedbana, pędzili, by ją pocieszyć, jakby to ona była prawdziwą córką.

Krok po kroku Athena była spychana na boczny tor.

Nieustannie jej przypominano: „Jesteś starszą siostrą. Powinnaś być tą dojrzałą. Miej cierpliwość dla Willow. Nie walcz. Nie rywalizuj”.

Rozpaczliwie pragnąc przynależności, Athena robiła to, co jej kazano. Ustępowała we wszystkim, zawsze usuwając się w cień dla Willow.

Trzy lata temu własnoręcznie przygotowała nawet ciastka, by sprawić jej przyjemność.

Ale Willow została otruta – wymiotowała krwią.

Ich rodzice wpadli w furię. Stwierdzili, że lata spędzone z dala od domu zepsuły Athenę do szpiku kości. Powiedzieli, że nie jest godna, by być ich córką.

Podjudzeni szeptami Willow, postanowili ją odesłać i na zawsze wygnać z miasta Pidence.

Nawet bracia, którzy niegdyś ją uwielbiali, mówili: „Willow może i cieszyła się twoim życiem przez ponad dekadę, ale jest niewinna. Jak mogłaś posunąć się do tak okrutnych metod, tylko po to, by zdobyć uwagę? Nie mamy tak bezdusznej siostry!”.

Nieważne, jak bardzo Athena próbowała to wytłumaczyć, nikt jej nie uwierzył. Ani razu.

Wystarczyło, że Willow uroniła łzę, by wina spadała na Athenę.

W końcu to Michael wkroczył, by powstrzymać ich przed odesłaniem jej.

Ale wcale jej nie ocalił. Po prostu kazał po cichu porzucić ją w obozie wojskowym, wierząc, że po doznaniu wystarczającego cierpienia w końcu pozna swoje miejsce.

Podmuch wiatru uniósł splątane kosmyki włosów Atheny, odsłaniając jej wychudzoną, nierozpoznawalną twarz.

Michael spochmurniał. – Wstawaj. Wracamy do posiadłości.

Athena spróbowała, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa i ponownie osunęła się na ziemię.

Michael odwrócił się, a w jego oczach błysnęła chłodna stal. – Jeśli wolisz nie wracać... w takim razie dowlecz się z powrotem do tego obozu.

Czytaj