

Autor: Anya Moreau
Nina była kiedyś spadkobierczynią prestiżowej rodziny Summer w Jelasburgu. Jednak wszystko się zmieniło, gdy pojawiła się dziewczyna o imieniu Claire, uzbrojona w test DNA potwierdzający, że jest prawdziwą spadkobierczynią. Ze względu na osiągnięcia Niny, rodzina zaakceptowała zarówno ją, jak i Claire. Ale wkrótce potem Claire fałszywie oskarżyła Ninę, co doprowadziło do wyrzucenia Niny z rodziny. Mieszkając samotnie w wynajętym mieszkaniu, Nina niespodziewanie zyskała zdolność słyszenia zwierząt po przebytej wysokiej gorączce. Z pomocą sprytnych Braci Wiewiórek, ledwo uniknęła próby zabójstwa ze strony niebezpiecznego przestępcy. Wykorzystując swój nowo odkryty dar, Nina zaczęła pomagać policji w rozwiązywaniu spraw. Historia przedstawia młodą detektyw, Ninę, która dorastała, pokonywała wyzwania i odważnie podejmowała odpowiedzialność - pełna mądrości, nadziei i odwagi. Powieść miała szybkie tempo i dobrze skonstruowaną strukturę, która łączyła elementy suspensu, pracy detektywistycznej i fantasy, dostarczając zarówno ekscytującego rozwiązywania zagadek kryminalnych, jak i wzruszających chwil z życia codziennego.
– Ktoś cię ściga. – Ten głos gwałtownie wybudził Ninę Summer.
– Kto tam? – wykrztusiła z walącym sercem. Usiadła i rozejrzała się po swoim maleńkim mieszkaniu. Nikogo w nim nie było.
„Może to tylko gorączkowy majak z zeszłej nocy”, pomyślała. Głos był jednak wyraźny, jakby tuż obok szeptało dziecko.
„Czy w tej ruderze naprawdę straszy?” Nina przeklęła w duchu i spojrzała za okno.
Na parapecie siedzieli Chubby i Coco – dwie wiewiórki, które zdążyła już poznać jako Wiewiórczych Braci. Ich ogony drgały, a oczy błyszczały.
Gdy tylko się obudziła, te małe łobuziaki otworzyły szeroko pyszczki, jakby znów błagały o przekąski.
Nina od razu wiedziała, że Wiewiórczy Bracia są głodni. Jej ciasne mieszkanie na drugim piętrze przylegało do ogromnego, starego drzewa, a ci darmozjadzi często zeskakiwali z gałęzi, by naciągnąć ją na smakołyki.
Nina potarła obolałe czoło i sprawdziła temperaturę. Gorączka wreszcie ustąpiła. Poczuła ulgę.
Nina chwyciła kilka ciasteczek śniadaniowych i podała im je. Większa i mniejsza wiewiórka od razu je chwyciły.
Chubby, ten mniejszy, wepchnął sobie w policzki tyle ciastka, że wyglądał jak chodząca kulka puchu. – Dzięki, Nino! – pisnął.
Nina zamarła; myśli wirowały jej w głowie: „Zaraz. Czy ta wiewiórka właśnie coś powiedziała? Czy od tej gorączki ostatecznie pomieszało mi się w głowie?”. Z niedowierzaniem postukała się w czoło.
Wiewiórki w najlepsze gawędziły i chrupały. Chubby zaszczebiotał: – Coco, te ciasteczka pachną dziś tak mlecznie i pysznie!
Coco, o błyszczących, bystrych oczach, wyglądał na zmartwionego. – Ale Nina ledwo ma wystarczająco jedzenia dla siebie, a teraz jeszcze ściga ją morderca. Poważnie się martwię.
Chubby przestał żuć, a jego pyszczek spochmurniał. – Co teraz zrobimy? Szkoda, że nie możemy zadzwonić po gliny.
Serce Niny zabiło mocniej. Zaczęła się domyślać: „Więc ten tajemniczy głos mówiący, że »Ktoś cię ściga«, należał do wiewiórek? To jakieś szaleństwo”.
Pochyliła się i wypaliła: – Chubby, Coco, co to znaczy, że ktoś mnie ściga?
Wiewiórki z szoku upuściły ciasteczka. Pyszczek Chubby'ego ułożył się w idealne „O”. – T-ty nas rozumiesz? – wydukał.
Nina pokiwała głową, równie zaskoczona. – Tak, wiem, że to brzmi szalenie, ale po wczorajszej gorączce nagle rozumiem wszystko, co mówicie.
Od tej pory piskliwe paplanie Wiewiórczych Braci było na bieżąco tłumaczone w jej umyśle, jakby mówili w jej języku.
– Ekstra! – Chubby podskoczył z radości. – Nino, po nocach kręci się pod twoim budynkiem jakiś facet i wszystko obserwuje.
Coco dodał: – Gapi się na twoje mieszkanie, mrucząc pod nosem rzeczy w stylu: „Jeszcze jedno zabójstwo w tym miesiącu”. Odchodzi dopiero wtedy, gdy gasisz światło.
Ninę przeszły dreszcze. „Studiował moją rutynę”, pomyślała z bijącym sercem. – Widzieliście, jak wygląda? – zapytała drżącym głosem.
Coco podrapał się po głowie. – Wygląda jak ten facet z plakatów poprzyklejanych na drzewach w parku.
Oczy Chubby'ego rozbłysły. – Musi być sławny. Wszędzie są jego plakaty.
Ninie żołądek podszedł do gardła. „Plakaty… czy to może być list gończy?”. Dopytywała: – Gdzie są te plakaty? Jak ten facet wygląda?
Coco odłożył ciastko. – Zerwałem wczoraj jeden z drzewa i schowałem w dziupli. Przyniosę ci go.
Coco pobiegł z powrotem do swojej małej dziupli w drzewie i po chwili wyłonił się, trzymając w pyszczku pomięty, brudny kawałek papieru.
Nina chwyciła go, zauważając, jak bardzo był zniszczony i pognieciony. Wielki, pogrubiony napis „POSZUKIWANY” na samej górze sprawił, że ugięły się pod nią nogi. Ogarnęła ją panika.
Na plakacie widniało: [POSZUKIWANY: Felix Wynn, mężczyzna, 37 lat, zbieg. Podejrzany o wielokrotne, brutalne morderstwa – niezwykle niebezpieczny. Nagroda w wysokości 200 000 dolarów za informacje prowadzące do ujęcia, ufundowana przez policję i rodziny ofiar.]
Serce Niny waliło w piersi. Jej skóra zlodowaciała. „Śledzi mnie zbieg”, pomyślała, drżąc ze strachu.
Odezwał się w niej instynkt przetrwania. Chwyciła telefon, by zadzwonić pod 911. Trzęsącymi się dłońmi zawiesiła palec nad imieniem „Alex” w ostatnich połączeniach.
Alex Summer był najstarszym dzieckiem w legendarnej rodzinie Summerów, „starszym bratem” Niny, odkąd tylko sięgała pamięcią.
Niedawno powrócił z zagranicy i był już cenionym profesorem kryminalistyki w Departamencie Policji w Jelasburgu. Oficjalnie pełnił funkcję specjalnego konsultanta z dostępem do zasobów, o których większość mogła tylko pomarzyć.
Nina wiedziała, że Alex kieruje obławą na Felixa, seryjnego mordercę. Telefon do niego mógł błyskawicznie sprowadzić na miejsce najlepszych ochroniarzy rodziny Summerów i miejski wydział dochodzeniowo-śledczy.
Ale Alex nawet nie odebrał. Odrzucił połączenie i wysłał jej oschłą wiadomość: [Przestań mi zawracać głowę. Nawet nie potrafisz przyznać się do tego, co zrobiłaś. Nigdy nie przyjmę cię z powrotem do rodziny Summerów.]
Ostry ból przeszył pierś Niny.
Miesiąc temu dziewczyna imieniem Claire Summer pojawiła się z testem DNA, który zrujnował wszystko: rodzina Summerów przez 22 lata wychowywała niewłaściwą dziedziczkę. Nina była tylko zastępstwem.
Rodzina Summerów dorobiła się fortuny na lekach weterynaryjnych i prowadziła ogromną sieć klinik dla zwierząt. Od dziecka rodzice wywierali na Ninę ogromną presję, celując w najlepsze szkoły weterynaryjne i zapychając jej grafik korepetycjami.
Jej ojciec, Charles Summer, był bezlitosny. Jeśli nie zajmowała pierwszego miejsca, bez wahania wyrzucał z domu jej chomika.
Nina nigdy nie traciła czujności. Nawet jako dziecko była nieustannie zestresowana, zakuwając, by zdobyć najwyższe oceny. Przed swoimi dwudziestymi urodzinami była już znakomitym weterynarzem i kierowała najnowszym rodzinnym projektem szczepionkowym, PawGuard.
Gdy powróciła prawdziwa dziedziczka, rodzina Summerów nie planowała od razu wyrzucać Niny z domu. Ale dwa tygodnie temu Claire złamała nogę i oskarżyła Ninę, że ta zepchnęła ją ze schodów.
Summerowie wpadli w szał. Alex nie pozwolił Ninie dojść do słowa; jeszcze tego samego popołudnia wystawił jej walizkę za drzwi.
Nina westchnęła, czując wewnętrzny chłód i całkowite zdruzgotanie. Nie mogła uwierzyć, że jej rodzina była tak ślepa i bezmyślna, by uwierzyć w żałosną wymówkę Claire.
Skoro Alex odrzucił jej połączenie, Nina spróbowała napisać do niego o poszukiwanym zbiegu. Jednak po kliknięciu wyślij zobaczyła, że została na dobre zablokowana.
„Nieważne. I tak nic, co powiem, do nich nie dotrze”, pomyślała wyczerpana Nina. Nie mając innego wyjścia, wybrała numer 911.
Wieczność trwało, zanim ktoś w końcu odebrał – młoda, miło brzmiąca dyspozytorka. – 911, w czym mogę pomóc?
– Dzień dobry, chyba właśnie widziałam Felixa, tego poszukiwanego zbiega, kręcił się wokół mojego budynku – powiedziała nerwowo Nina, szybko podając swój adres i numer piętra. – Przypatrywał się temu miejscu, jakby knuł coś niedobrego.
Dyspozytorka natychmiast się ożywiła. – Dziękujemy za zgłoszenie! Natychmiast powiadomimy funkcjonariuszy. Czy mogę prosić o imię, nazwisko i dane kontaktowe?
Po rozłączeniu się Nina odetchnęła z ogromną ulgą. „Przynajmniej dyspozytorka brzmiała przytomnie”, pomyślała.
Spojrzała na telefon; była już szósta wieczorem; w zasadzie przespała cały dzień. Zaburczało jej w brzuchu, ale wyjście na zewnątrz nie wchodziło w grę.
Nina wygooglowała modus operandi Felixa – nie trzymał się żadnego harmonogramu i nie bał się atakować w biały dzień. Wpadnięcie na niego w tej chwili oznaczałoby wejście prosto w pułapkę.
– Nino, nie stresuj się – powiedział Coco, zauważając jej zdenerwowanie. Poklepał ją po ramieniu malutką łapką. – Wysłałem Chubby'ego na dół, żeby trzymał wartę. Jeśli pojawi się ktoś podejrzany, da nam znać.
Serce Niny zmiękło. „Kto by pomyślał, że dwie wiewiórki będą kryć mi plecy?”, uśmiechnęła się, rzucając Coco kolejne ciastko. – Dzięki, chłopaki!
Kilka minut później jej telefon niespodziewanie zadzwonił. Na ekranie zamigało imię Alexa.
Odebrała, a jego głos niemal eksplodował w słuchawce. – Proszę, proszę, spójrzcie na nią. Ignoruję twoje telefony, więc idziesz i składasz fałszywe doniesienie na policję?