Ku mojemu niekończącemu się zdziwieniu, pani Smith weszła do pokoju z telefonem w dłoni i głębokim grymasem na nadąsanej twarzy. Założę się, że mogłabym wypełnić zagłębienia jej zmarszczek pięciocentówkami, a one po prostu by tam zostały.
– Wasza Królewska Mość – powiedziała i przekazała telefon, po czym ciężkim krokiem, kołysząc ciałem, wyszła z pokoju.
– Dziękuję, pani Smith. – Brwi Dariana ścią






