Perspektywa Virginii:
– Virginio... – Alan puścił mnie z ciężkim westchnieniem. – Nie mów w gniewie.
– Wcale nie mówię w gniewie! – warknęłam, a moje oczy zapłonęły drapieżną, wilczą czerwienią.
Wciąż uparcie odmawiał mi wiary, zamiast tego decydując się ufać Freyi, temu diabłu.
Byłam głęboko rozczarowana.
– Odkąd ta kobieta dołączyła do Sandersów, ta rodzina nie zaznała nawet chwili spokoju.
– On






