Yara i Mareta biegły dalej z dziećmi na rękach. Nie wiedziały, dokąd iść, ale przynajmniej wiedziały, dokąd prowadzi ta ulica.
To był ich kraj, ich ziemia i znały to miejsce, zwłaszcza Mareta. Znała to miasto jak własną kieszeń, każdy kąt i każdy zakręt.
"Dokąd powinnyśmy iść? Możemy zapukać do jednych z drzwi, może nam pomogą," powiedziała Yara, łapiąc oddech, czuła, że jej ręce i nogi drętwi






