Lance nigdy nie spojrzałby na mnie tak zaborczym wzrokiem.
"Dixon!" – krzyknęłam.
Mężczyzna stojący przy burcie statku uśmiechnął się kpiąco. Zaniepokojona odwróciłam wzrok, zamierzając wziąć ze sobą asystenta i natychmiast stamtąd odejść.
Nagle wyrosło przede mną dwóch ochroniarzy i zagrodziło nam drogę ucieczki.
"Pani prezes Shaw, pan Gregg chciałby zaprosić panią do dołączenia do zabawy." – jed






