Podeszłam do Zachary'ego.
„Zachary” – wypowiedziałam jego imię.
„Moja matka odeszła” – wymamrotał. „Ta kobieta przeżyła swoje życie jako zastępstwo dla swojej starszej siostry w rodzinie Schicków. Ta kobieta traktowała mnie jak własnego syna”.
Ton Zachary'ego był bardzo łagodny. Brzmiał tak słabo, jakby mówił o nieważnych sprawach.
Po cichu ujęłam jego dłoń. Wtedy usłyszałam, jak z trudem kontynuu






