Wanda wzięła od niego bandaże i kontynuowała tam, gdzie on przerwał. – Czego się bać? Przecież jesteś moim… – Urwała nagle, natychmiast zamykając usta. Prawie powiedziała „mężczyzną”.
Joshua nie mógł się powstrzymać, żeby nie dopytać: – Jestem twoim…?
– Jesteś moim panem Lee. – Wanda niewiele wiedziała o ckliwości, ale z pewnością mogła mu udowodnić, że nie boi się jego ran.
Jednak, gdy bandaże






