Podążałam za siostrą korytarzami domu klanowego w jej nowej wataże. Wydawało się to miłym miejscem i muszę przyznać, że nie mogłam powstrzymać się od zauważenia zmiany w jej nastawieniu… jej aurze. Wydawała się taka spokojniejsza… pewna siebie… szczęśliwsza. I, nie będę kłamać, pasowało jej to. To nie była ta sama Bailey, która opuściła naszą watahę kilka tygodni temu. Może przebywanie w pobliżu M






