Chodziłem nerwowo po pokoju, gdy tylko Morgan i Marc wyszli. W pokoju panowała śmiertelna cisza, przerywana jedynie sporadycznym brzęczeniem maszyn. Desperacko próbowałem zasnąć na krześle obok łóżka Bailey, ale bądźmy szczerzy, szpitalne krzesła zdecydowanie nie są przeznaczone do drzemki. Zion też niepokoił się, ale w moim umyśle. Jakby to dziwnie nie brzmiało, tęskniłem teraz za jego sarkazmem;






