Chociaż podejrzenie tliło się w jej sercu, Aurora zmusiła się do cierpliwego czekania. Wtedy właśnie Joseph podszedł z Judy u boku.
– Dalej tu czekasz? – zapytał z zadowolonym uśmieszkiem.
– Równie dobrze możesz iść. I tak skończysz z niczym.
– Co to ma znaczyć?
Aurora zmarszczyła brwi. Coś było dziś innego w Josephie – coś niepokojąco pewnego siebie, jakby był całkowicie przekonany, że nie wygra






