Chociaż Cherise mruknęła pod nosem "dziecinne", jej nogi, zdradzając myśli, mimo to ruszyły naprzód.
Wychodząc do ogrodu, powitało ją morze kwiatów.
O ile salon wypełniały czerwone róże, ogród tętnił życiem dzięki jaskrawożółtym tulipanom.
Wokół obrzeży podwórka delikatnie lśnił sznur migoczących światełek, hipnotyzując ją na moment. Było to zarówno dziecinne, jak i urocze w równym stopniu.
I






