<b>Rȗҽ</b>
Drewno skrzypiało pod moim ciężarem, gdy górowałam nad wejściem. Uśmiechnęłam się kpiąco, gdy nikt nie odpowiedział. Rozejrzałam się, zauważając, że każdy trzymał w dłoni kieliszek krwi. Lepiej, żeby to nie był Cylester, którego piją – pomyślałam kwaśno.
Odpychając myśli o morderstwie, ruszyłam przed siebie. Ich oczy ani na chwilę mnie nie opuszczały, gdy zmierzałam w stronę baru. Mój w






