Rȗҽ
Krew. Szkarłatna, spływająca po ich karkach i łapach. Tylko na tym potrafiłam się skupić, gdy wilki wciąż wyły. Mój wzrok zatrzymał się na wilczycy, która zajmowała się samcem, prawdopodobnie swoim partnerem.
Płakała histerycznie, jej nagie ciało pozbawione było jakiegokolwiek ubrania, gdy przyciskała dłoń do boku rannego towarzysza.
Serce ścisnęło mi się z dyskomfortu, a gniew wciąż buzował w






