VIVIAN
– Wow – wybałuszyłam oczy. – Po prostu... wow.
– To tylko biuro – upierał się Jesse, zdejmując marynarkę i wieszając ją na oparciu swojego skórzanego fotela prezesa.
– To nie jest biuro. To jest większe niż moje mieszkanie.
– Chyba jest dość przestronne.
– Ach, jaki skromny – droczyłam się.
– Rozgość się. To nie powinno zająć mi zbyt długo.
– Nie ma pośpiechu.
– W sumie trochę jest. Muszę c






