languageJęzyk
Roztrzaskana na lodzie: Ucieczka przed kapitanem hokeistów-placeholderRoztrzaskana na lodzie: Ucieczka przed kapitanem hokeistów

Roztrzaskana na lodzie: Ucieczka przed kapitanem hokeistów

Autor: Adriana Moretti

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 27 kwi 2026
100 Rozdziały
459.9K słów

Byłam niewidzialną dziewczyną. Declan Vance był bogiem lodu. Obudzenie się w jego łóżku po zakończeniu szkoły, utonięcie w jego za dużej koszulce z numerem 9, było moim pierwszym błędem. Poddanie się odurzającemu dotykowi i szeptanym obietnicom miliardera-kapitana drużyny hokejowej stało się moją ostateczną zgubą. Myślałam, że Declan jest moim wybawcą, jedynym, który może mnie uchronić przed koszmarami zgotowanymi przez mojego toksycznego przyrodniego brata, Brocka. Przez ulotną chwilę wierzyłam, że arogancki król lodowiska naprawdę kocha cichą dziewczynę skrytą w cieniu. Dopóki nie usłyszałam prawdy. Dopóki nie zrozumiałam, że cała moja bajka była tylko kolejną brutalną grą elit. Moje serce nie po prostu pękło; ono roztrzaskało się na lodzie. Zrobiłam więc jedyną rzecz, jaką mogłam. Uciekłam. Uciekłam od kapitana hokeistów, zostawiając za sobą jego pierścionek i jego kłamstwa. Ale Declan Vance nie jest człowiekiem, który akceptuje porażkę. Teraz ten nietykalny alfa, który mnie zniszczył, wywraca miasto do góry nogami, żeby mnie odnaleźć. Zszedł z lodu i padł na kolana, gotów spalić własne imperium do fundamentów, byle tylko usłyszeć, jak wypowiadam jego imię. Chce drugiej szansy. Chce mnie odzyskać. Ale to jest jedna z tych gier, które przyjdzie mu przegrać.

Pierwszy rozdział

Sienna

W końcu mi się udało. Po czterech latach bycia idealną uczennicą, wreszcie przeszłam przez tę scenę. Wokół mnie szaleje impreza z okazji ukończenia szkoły. Ludzie tańczą, śpiewają i wiwatują, dając upust emocjom. Nie żeby ktokolwiek z nich zwrócił na mnie uwagę. Zazwyczaj trzymam się z dala od światła reflektorów.

Byłam taka podekscytowana, gdy dostałam to zaproszenie. Sam Declan Vance osobiście zaprosił mnie na tę imprezę. To moja pierwsza domówka w życiu. A krążyły słuchy, że domówki u Declana słynęły z tego, że są szalone i pełne zabawy. Wszyscy w szkole walczyli o zaproszenie. Chłopacy rzucali monetami. Dziewczyny ostrzyły wymanikiurowane paznokcie, gotowe wydrapać sobie drogę do boku Declana.

To miało sens. Był najprzystojniejszym chłopakiem w szkole.

– Hej, Sienna, potrzebuję jeszcze tylko jednego podpisu do mojego albumu – powoli unoszę podbródek, by napotkać orzechowe spojrzenie jedynego chłopaka, dla którego zaryzykowałabym wszystko. Declan Vance. – Jesteś moim ostatnim wpisem.

– Nie mam przy sobie długopisu – mówię niezgrabnie.

Wzrusza ramionami. – Mam jeden w pokoju. Chodź – ponagla, chwytając mnie za rękę i ciągnąc po schodach do swojego pokoju.

Teraz wszystko się zmieniło. Tam, leżąc obok mnie, był Declan.

Moim pierwszym instynktem było krzyczeć. Ale gryzę się w język i zakrywam twarz poduszkami.

Kiedy w końcu odzyskuję nad sobą kontrolę, siadam, rozglądając się po pokoju. Moje ubrania były dziko rozrzucone po podłodze. Spoglądam w dół na siebie. Spałam w jego sportowej koszulce. Z przodu dumnie widniał numer 9 wraz z wizerunkiem szkolnej maskotki, buldoga.

Ale noc dobiegła końca, a ja musiałam wracać do domu. Wymykając się z pokoju z ubraniami w dłoni, rzucam się biegiem do drzwi wejściowych i wracam do siebie.

**

Minęło kilka dni, a ja nie myślałam o niczym innym, jak tylko o tamtej nocy. Declan wybrał mnie. To było tak cudowne uczucie zostać przez niego zauważoną. Nie spuszczałam wzroku z tamtej koszulki. Powinnam ją oddać. Zapewne wiele dla niego znaczy.

Zeszłam więc na dół i ruszyłam na krótki spacer po okolicy. Zastanawiałam się, jak zareaguje na mój widok w swoich drzwiach. Miałam nadzieję, że ucieszy się na mój widok, biorąc pod uwagę to, jak on podszedł do mnie.

Gdy zbliżyłam się do jego domu, zauważyłam kilka samochodów zaparkowanych na podjeździe. Należały do jego kumpli. Z tyłu domu dobiegał głośny śmiech. Nie mogłam powstrzymać chęci, by podsłuchać ich rozmowę. To było zbyt kuszące. Skradając się na palcach wzdłuż ściany, zbliżyłam się do pomalowanej na biało furtki.

– Nie wierzę, że to zrobiłeś – mówi jeden z nich, śmiejąc się. – Masz jaja, stary.

– Nie no – Declan westchnął ciężko. – Zdecydowanie miała jakiś potencjał.

– Ale mimo wszystko, Sienna Mercer? Czy ona nie jest jakimś odludkiem? Wszyscy wiedzieli, że nie interesowali jej żadni chłopacy, tylko te cholerne książki.

– Zamknij się – zaśmiał się Declan. – Nie było tak źle.

Jeden z nich parsknął z drwiną. – Jak tam uważasz. Dotrzymałeś słowa z zakładu, więc pozwolę ci wziąć motocykl.

Był jakiś zakład. Nagle poczułam, jak dusi mnie w klatce piersiowej.

– Wypijmy za zdobycie "podpisów" wszystkich dziewczyn – śmieje się jeden z jego przyjaciół.

– Hej – oponuje Declan. – Ale zadziałało, prawda? Przespałem się z nią.

Och, Boże. Zrobiło mi się niedobrze.

Cofam się chwiejnie na trawnik przed domem, a łzy rozmywają mi każdy cal pola widzenia. Nikt nie mógł mnie tu zobaczyć. Muszę stąd odejść, zanim jeszcze bardziej się upokorzę. Rzucam jego koszulkę na schody werandy i próbuję uciec, ale nogi ledwo mnie niosą. Mam wrażenie, że moje ciało zostało pozbawione jakichkolwiek struktur, które je podtrzymywały. Byłam tylko kałużą na ziemi, czekającą, aż ktoś następny po mnie zdepcze.

– Sienna?

Zatrzymuję się w miejscu, zbierając resztki sił, jakie mi pozostały. – O co chodzi?

– Nie sądziłem, że wpadniesz...

– Przyszłam tylko oddać twoją koszulkę – mówię spokojnie, odwracając się wreszcie przodem do niego.

– Możesz ją pożyczać w każdej chwili – uśmiecha się łobuzersko.

Musiałam się zmuszać, żeby odwrócić wzrok. Nienawidziłam go. Wykorzystał mnie.

– To, co stało się tamtej nocy, nie może się powtórzyć – mówię stanowczo. – Bawiłam się dobrze, ale...

– Ale?

Jego pytanie zawisło w powietrzu między nami.

– Ale muszę skupić się na moich celach – odpowiedziałam cicho. – A ty masz na głowie swoją zawodową karierę. Myślę, że najlepiej będzie, jak uznamy to za jednorazową sprawę. Oboje dostaliśmy od siebie to, czego chcieliśmy. Prawda?

Marszczy brwi, patrząc na mnie. – Co masz na myśli?

Moja szczęka się zaciska, a zęby zgrzytają o siebie. – Żegnaj, Declan – szepczę drżącym głosem i odchodzę.

Każdy krok był torturą. Każdy oddech był płytki i szybki. Chciałabym, żeby ziemia otworzyła się teraz i po prostu pochłonęła mnie w całości.

Droga do domu dłużyła się w nieskończoność. Sytuację pogorszył fakt, że na podjeździe zobaczyłam zaparkowany samochód mojego przyrodniego brata. Przełykam ciężko ślinę i wchodzę do środka.

– Wyglądasz okropnie – parska, gdy tylko wchodzę do salonu. – Twój chłopak cię rzucił, co?

Pokręciłam głową. – Nie był moim chłopakiem – szepczę.

Brock krztusi się śmiechem. – Chcesz mi powiedzieć, że przespałaś się z jakimś randomem i zabrałaś jego koszulkę?

– Zostaw to, Brock – warczę gniewnie, podczas gdy gorzkie łzy zaczynają wypełniać mi oczy.

– Ooo – wydyma wargi. – Złamał ci serce. Dałaś mu, prawda?

– Brock – błagam. – Przestań...

– Boże, jesteś taka głupia – śmieje się. – Te wszystkie nagrody naukowe, a ty wciąż jesteś zbyt tępa, by zauważyć, że jakiś koleś cię wykorzystuje.

Nie chciałam słuchać, jak dalej mnie poniża. Wbiegam po schodach tak szybko, jak to możliwe, praktycznie potykając się po drodze. Ale on po prostu nadal rzuca we mnie wyzwiskami.

Miał rację. To było głupie z mojej strony wierzyć w choćby jedno słowo, które powiedział tamten chłopak. Był znany ze swoich zdobyczy. Jego koledzy również. A ja tak bardzo dałam się ponieść fantazji, że ktoś mógłby mnie tak naprawdę polubić, że odmówiłam dostrzeżenia znaków ostrzegawczych.

Zamykając drzwi na klucz, w końcu pozwalam sobie na załamanie. Nie mogłam powstrzymać łez płynących po twarzy, gdy pęknięte serce w pełni dało o sobie znać.

Sześć lat później

W pracy znowu był ruch. To był środowy wieczór w najmodniejszej restauracji w mieście. Kelnerzy i kelnerki śmigali między stolikami z tacami pełnymi drinków i jedzenia.

Byłam wyczerpana po długim dniu próbowania pozyskania klientów na mój staż, ale musiałam wziąć tę zmianę, by zebrać resztę pieniędzy na czynsz za ten miesiąc.

Za długim, eleganckim barem kilka telewizorów było włączonych na transmisje sportowe. Nie zwracałam uwagi na to, kto gra ani jaki to sport, dopóki jakiś mężczyzna nie poprosił o zmianę kanału.

– Włącz mecz Corsairs. Słyszałem, że mamy szansę na Puchar Stanleya – mówi z dumą.

Z czystej ciekawości spojrzałam na ekran, gdy kanał uległ zmianie. Właśnie wtedy kamera wykonała cięcie i na ekranie pojawiła się twarz, na którą przysięgałam nigdy więcej nie spojrzeć.

Oczywiście, był to niesławny Declan Vance. Gorąca wschodząca gwiazda, którą teraz oglądają wszyscy. Oprócz mnie.

Gniew znów zapłonął we mnie. Wciąż nienawidziłam siebie za to, że byłam w stosunku do niego tak naiwna.

Weź się w garść, Sienna.

Miałam ważniejsze rzeczy na głowie. Jak odkładanie pieniędzy, przetrwanie w tej pracy oraz na stażu w kancelarii prawniczej.

A nie Jego.

Czytaj